Szkoła jaką poznałem z literatury, życia, filmu i telewizji - Notatki - Filologia polska, Notatki'z Filologia polska. University of Silesia in Katowice
niesmialy
niesmialy8 March 2013

Szkoła jaką poznałem z literatury, życia, filmu i telewizji - Notatki - Filologia polska, Notatki'z Filologia polska. University of Silesia in Katowice

PDF (206.9 KB)
3 strony
551Liczba odwiedzin
Opis
Notatki dotyczące tematów z filologii polskiej: szkoła w życiu człowieka.
20punkty
Punkty pobierania niezbędne do pobrania
tego dokumentu
Pobierz dokument
Wyobrażenie o szkole

1

SZKOŁA, JAKĄ POZNAŁEM Z LITERARURY, ŻYCIA, FILMU I TELEWIZJI.

Nie wyobrażam sobie swojego życia – ani w ogóle niczyjego życia – bez szkoły. Nie

żebym był wielbicielem, czy fanatykiem - po prostu - zawsze była i nadal jest i gdyby nagle

jej zabrakło to... no właśnie, nie potrafię sobie tego wyobrazić.

Na długo zanim sami zetkniemy się ze szkolną rzeczywistością powstaje w naszej

wyobraźni obraz tego, co spodziewamy się spotkać. Jest on budowany przez wiele różnych

przekazów, które mniej lub bardziej świadomie gromadzimy.

Od najmłodszych lat dzieci oglądają programy edukacyjne, „Domoweprzedszkola”

czy inne programy dla najmłodszych. Dzieci traktują to bardziej jako rozrywkę, mniej jako

naukę, ale o to właśnie chodzi twórcom takich programów: „nauka przez zabawę”. Tworzy to

raczej beztroski obraz szkoły, pozbawiony tego wszystkiego, co mogłoby sprawić, że 7-latek

nie chciałby iść do szkoły. Te programy są kolorowe, zabawne ( jak na poczucie humoru 7-

latków) i niegroźne.

Czy telewizja w ogóle pokazuje szkołę? Tak, ale nie poświęca na to zbyt dużo czasu.

Wydaje mi się, że telewizja nie daje pełnego i obiektywnego obrazu szkoły. Jest trochę

programów z dzieciakami uczącymi się literek, albo rozpoznającymi odgłosy zwierząt. Nie

umniejszam roli tych programów – uważam, że są bardzo ważne i pomocne, ale one po prostu

bardzo różnią się od tego, na co napotyka dziecko już w pierwszej klasie szkoły podstawowej.

Nie ma nauczycieli poprzebieranych za klownów i piosenek w przerwach. Pierwszy kontakt

ze szkołą bardzo różni się od tego, co dzieciaki oglądają w telewizji.

Jest też obraz szkoły budowany przez książki. Ten jest moim zdaniem dużo

pełniejszy, bardziej wiarygodny i - co najważniejsze - do książek zaglądamy cały czas, nawet,

kiedy już od dawna wiemy jak szkoła wygląda od wewnątrz. Książki są dla mnie bardziej

wiarygodne, bo są w większości pisane dla ludzi dorosłych, którzy mają już jakieś

doświadczenia. Nie ma tam zafałszowanej, wygładzonej prawdy. Nawet, jeśli opowiadają

historie nieprawdziwe, to można z nich wybrać coś dla siebie, wyciągnąć wnioski, czegoś się

nauczyć. Autorzy, nawet, jeśli tworzą fikcję literacką na czymś opierają swoje pomysły i na

pewno jest tam, chociaż ziarnko prawdy. Książki pokazują czasem obraz szkoły, jakiego nie

spotkaliśmy, ale może się okazać, że coś wyda nam się znajome.

Dużym zaskoczeniem było dla mnie zetknięcie z książką Ervinga Goffmana:

„Instytucje totalne” i uświadomienie sobie, że szkoła też jest taką instytucją. Może nie do

końca i nie we wszystkich aspektach, ale...jednak. Ta książka zmieniła wiele w moim

spojrzeniu na edukację.

W typowych szkołach, z jakimi się zetknąłem nie ma krat w oknach czy strażników

przed wejściem, ale istnieje wiele innych ograniczeń, które sprawiają, że można szkołę

traktować jak instytucję totalną. Jest przede wszystkim podział na podwładnych i...no

właśnie, nie można powiedzieć rządzących, ale jednak mających władzę. Jest to bardzo

ciekawe, w jaki sposób nauczyciele wykorzystują ten swoisty rodzaj władzy. Niektórzy nie

robią tego wcale, ale są też tacy, którzy świadomie z tego korzystają. Goffman pisze o

regulaminie i karach za nieprzestrzeganie go. Czy bardzo różnią się od tego oceny, jakimi

posługują się nauczyciele, a czy ocena niedostateczna nie jest rodzajem kary? Autor

wskazuje też na dystans, jaki istnieje między podwładnymi a personelem. Ja wiem, że istnieją

nauczyciele z powołaniem, wielu takich spotkałem, są to ludzie kochający swój zawód,

docsity.com

2

uczniów i tacy, którym naprawdę zależy, aby przekazać swoją wiedzę dalej. Ale wiem też, że

są tacy, którzy (przepraszam) nie dojrzeli to pracy z młodzieżą. Czasami mam wrażenie, że

odreagowują stresy i niepowodzenia życia osobistego na uczniach, którzy są od nich

uzależnieni. Mają poczucie wyższości i wymagają szacunku tylko, dlatego, że siedzą po

drugiej stronie biurka – a na szacunek trzeba sobie zasłużyć nie samym tylko siedzeniem.

Z książki Goffmana można bardzo dużo przenieść na płaszczyznę rozważań

„szkolnych”. W instytucjach totalnych jest ściśle zaplanowany plan zajęć i najczęściej

narzucony. A w szkole? Zajęcia odbywające się zgodnie z planem, długie przerwy obiadowe,

kiedy wszyscy siedzą na stołówce szkolnej i to wszystko powtarzające się z tygodniową

regularnością.

Ale to, co najbardziej rzuciło mi się w oczy, to pozbawianie indywidualności.

Przypominają mi się pierwsze lata mojej edukacji, kiedy w szkołach obowiązywało noszenie

mundurków. Prawdopodobnie miało to jakieś zalety, ale wydaje mi się, że nie było to nic

innego jak właśnie zabijanie indywidualności.

Nie chciałbym przesadzić, wiem, że szkoła nie jest instytucją totalną, ale Goffman

zwrócił moją uwagę na wiele ważnych elementów, które są wspólne. Myślę, że warto nad tym

czasem pomyśleć.

Bardzo ciekawa i przerażająca wizja szkoły ukazana jest w książce Vargasa Llosy

„Miasto i psy”. Czytając przekonałem się, do czego może prowadzić życie w rzeczywistości

zdominowanej przez zło. Na szczęście u nas takich szkół nie ma, ale pomysł peruwiańskiego

pisarza nie wziął się zapewne z samej tylko wyobraźni.

Książka opowiada o grupie chłopców uczęszczających do szkoły wojskowej.

Oczywiście obowiązuje tam surowy regulamin, ale warunki w jakich przyszło Cavie, Boi,

Jaguarowi i wielu innym spędzać najlepsze lata swojego życia są raczej terrorem niż

regulaminem. Chłopcy są często bici, poniżani, w różnorodny sposób wykorzystywani,

zarówno przez personel, jak i starszych kolegów. Władze szkoły o wszystkim wiedzą i –

tolerują, a nawet uznają za metodę wychowawczą. Uważają, że tylko w ten sposób można

przygotować młodych ludzi do życia w świecie okrutnym. Rzeczywistość jest okrutna, a

więc i środki mające do niej przygotować powinny obfitować w zło. O niesłuszności tej teorii

można przekonać się obserwując, jak chłopcy dojrzewają, jak wchodzą w dorosłe życie.

Fizycznie są odporni na wszystko – mężni, wytrzymali – wydaje się, że bez problemu zniosą

każde niepowodzenie, poradzą sobie z największą nawet porażką. Okazuje się, że pod

skorupą siły znajdują się zupełnie niewykształcone charaktery, ludzie nauczeni przemocy,

pokonujący innych tylko przewagą fizyczną. Bohaterowie Llosy są psychicznie nieodporni, a

jednocześnie nauczeni wykorzystywania słabszych. Jest niemal pewne, że w przyszłości

powtórzą błędy swoich nauczycieli.

Dużo zawdzięczamy na pewno opowieściom rodziców. Opowieści moich są przede

wszystkim zabawne, bo takie najłatwiej zapamiętać, ale dużo mówią o szkole z lat 60-tych i o

tym co się zmieniło. Moja mama chodziła do szkoły dla dziewcząt – wynalazek obecnie nie

do pomyślenia. Nie potrafię sobie wyobrazić jak to wyglądało, a poza tym nie wiem, co to

miało na celu. W życiu nie ma przecież podziału na świat kobiet i świat mężczyzn, więc po co

przygotowywać ludzi do czegoś, czego nie ma. Mój tata wspomina jak ściągał od kolegów

siedzących dwie ławki przed nim, albo przyczepiał do pleców koleżanki kartkę z wierszem,

którego nie nauczył się na pamięć. Moi rodzice oboje dobrze wspominają lata szkolne ( albo

wspominają tylko to, co dobre - trudno więc obiektywnie ocenić to, co mówią ). Potem

zetknięcie ze szkolną rzeczywistością okazuje się być mniej różowe niż w opowieściach

sprzed lat, ale my też na pewno będziemy je dobrze wspominać.

docsity.com

3

Nasze wyobrażenie o szkole kształtuje się na podstawie literatury, czy filmu, ale

chyba głównie o szkole uczymy się... w szkole. To lata edukacji, szczególnie tej późniejszej

pokazują nam mechanizm, jaki rządzi tą instytucją. Ale do końca nie da się chyba tego

zrozumieć, bo każdy nowy przedmiot, każdy nowy wykładowca przynoszą coś nowego, coś,

czego nie znamy, ale musimy poznać i przystosować się.

Szkoła, niestety, utrwala stereotypy. Już od najmłodszych lat szkoła przystosowuje

chłopców i dziewczynki do pełnienia określonych ról w społeczeństwie i rodzinie. Nie do

pomyślenia, aby chłopcy robili na zajęciach techniki kanapki, a dziewczynki sklejały

samoloty. Są oczywiście wyjątki, niektóre przedstawicielki płci pięknej z radością bawią się

w wojnę, ale to tylko wyjątek potwierdzający regułę. Nawet w elementarzach z literkami

córka pomaga mamie sprzątać, a syn naprawia z ojcem samochód.

Czasami jednak zastanawiam się, czy to faktycznie jest „niestety”? Tak już ktoś

postanowił, że płeć piękna musi tą piękność czymś opłacić i dlatego jest słabsza. To chyba

naturalne, że kobiety nie są drwalami. Tak długo, aż nie zapragną nimi być. Tylko, że nie

każdy jest na tyle świadomy i wykształcony, aby zrozumieć, że podporządkowywanie się

stereotypom nie jest naszym ziemskim obowiązkiem. Mamy prawo zmieniać zdanie,

zmieniać naszą pozycję, mamy prawo decydować o naszym życiu. Mężczyzna, który chce

wychowywać dziecko ma do tego pełne prawo. Do czego zmierzam? Do tego, że szkoła ( i

ciała pedagogiczne) czasami zbyt mocno utrwalają stereotypy. Na tyle mocno, że czasem

działają one do końca życia. Kobieta, której popsuje się żelazko nawet nie spróbuje zajrzeć do

środka, tylko zawoła męża, „bo to chłopcy w szkole zawsze nosili ławki”. A samotny

mężczyzna, który spalił naleśniki? Poprosi sąsiadkę o pomoc, chociaż to właśnie on może być

lepszym kucharzem. I właśnie w kwestii tego „wtłoczenia” nas w stereotypy uważam, że

„niestety”.

Szkoła, a także nauczyciele i uczniowie przez lata wypracowali ( albo zapracowali

sobie na) „łatki” – symbole, które w każdej szkolnej społeczności można odnaleźć. Znając je

łatwiej można sobie wyobrazić obraz tej szkoły, której jeszcze nie znamy. Na pewno będzie

tam surowy nauczyciel, wymagający faktów i dokładnego streszczenia poprzedniej lekcji.

Spotkamy też takiego, który każe nam bezmyślnie powtarzać: „ Słowacki wielkim poetą był”.

Będą uczniowie pokorni i niepokorni. Będą błaźni klasowi i „czarne owce”, zawsze

kłopotliwe dla pedagogów.

Symbole takie są obecne i w literaturze i w filmie. Zarówno Gombrowicz, jak i

amerykański reżyser „Młodych gniewnych” nie zrezygnowali z nich. To chyba świadczy, że

istnieją one także w rzeczywistości.

Cóż, szkoła, jaką oglądałem w telewizji lub o jakiej czytałem, różni się od tej, z jaką

się spotkałem, ale ma z nią też wiele wspólnego. Myślę, że jednak warto poznawać nawet

skrajnie odmienne obrazy tej „skarbnicy wiedzy”, bo każdy element tej wiedzy może nam

pomóc zmierzyć się z rzeczywistością. A wszyscy wiedzą, że rzeczywistość szkolno –

uniwersytecka nie należy do najłatwiejszych.

docsity.com

komentarze (0)
Brak komentarzy
Bądź autorem pierwszego komentarza!
To jest jedynie podgląd.
Zobacz i pobierz cały dokument.
Docsity is not optimized for the browser you're using. In order to have a better experience we suggest you to use Internet Explorer 9+, Chrome, Firefox or Safari! Download Google Chrome