Niedorozwój a korzyści skali - Notatki - Ekonomia rozwoju, Notatki'z Ekonomia. Warsaw School of Economics
Henryka
Henryka24 March 2013

Niedorozwój a korzyści skali - Notatki - Ekonomia rozwoju, Notatki'z Ekonomia. Warsaw School of Economics

PDF (966.4 KB)
28 strona
627Liczba odwiedzin
Opis
W notatkach przedstawiane zostają zagadnienia z ekonomii rozwoju: niedorozwój a korzyści skali.
20punkty
Punkty pobierania niezbędne do pobrania
tego dokumentu
Pobierz dokument
Podgląd3 strony / 28
To jest jedynie podgląd.
Zobacz i pobierz cały dokument.
To jest jedynie podgląd.
Zobacz i pobierz cały dokument.
To jest jedynie podgląd.
Zobacz i pobierz cały dokument.
To jest jedynie podgląd.
Zobacz i pobierz cały dokument.

1

Niedorozwój a korzyści skali

Ponad 45% ludzkości żyje w krajach o dochodzie na głowę nie

przekraczającym 2 dolarów USA dziennie. Stanowi to 2,8 mld ludzi, przy czym

prawie połowa tych biedaków musi zadowalać się dochodem poniżej $1 dziennie. Na

drugim biegunie sytuuje się około 14% bogatych z dochodem nie mniejszym niż $40

dziennie i średnim dochodzie na poziomie $70. Do tego klubu zamożnych należy

około 840 mln ludzi, głównie z Europy Zachodniej, Ameryki Północnej, Japonii i

Australii. Dodatkowo, większość analiz i badań pokazuje, że rozpiętości dochodowe

stale powiększają się: w roku 1960 stosunek dochodów per capita

najzamożniejszych i najbiedniejszych 20% światowej ludności wynosił 30:1, w roku

1980 wzrósł do 45:1, by w ostatnim roku ubiegłego stulecia osiągnąć relację 70:11.

Polska, ze swym dochodem w wysokości $13 dziennie (wg parytetu siły

nabywczej byłoby to $28), nie znalazła się w gronie bogatych i plasuje się pomiędzy

skrajnymi grupami. Oznacza to, że Polska wykazuje zapewne wiele cech kraju

rozwiniętego, ale posiada także sporo cech niedorozwoju. Mimo tego oczywistego

dualizmu, zainteresowania polskich ekonomistów są w sposób wyjątkowo

jednostronny skierowane na studiowanie wyłącznie doświadczeń krajów

wysokorozwiniętych, w tym zwłaszcza gospodarki amerykańskiej. Te

zainteresowania bardziej jednak wyrażają wygórowane ambicje niż przyziemne realia

polskiej ekonomiki. Nie mamy przecież pewności, że proces zbliżania się Polski do

unijnych gospodarek jest zapewniony automatycznie. Jest prawdą, że w obrębie UE

procesy konwergencji postępują, ale proces doganiania krajów wyżej rozwiniętych

nie jest powszechny, co między innymi, znajduje wyraz w narastaniu nierówności

ekonomicznych w skali światowej.

Dla Polski kluczowy dziś problem to pytanie o źródła naszego niedorozwoju

gospodarczego i warunki oraz szanse jego przezwyciężenia. Na te pytania główny

nurt współczesnej ekonomii w ogóle nie odpowiada. Dlaczego? Bo to nie jest

zasadniczy problem dla UE czy USA. Niedorozwój jest kategorią względną i siłą

rzeczy nie dotyczy tych, którzy reprezentują technologicznie rozwinięte centrum. W

obszarze tych krajów wzrost gospodarczy i postęp techniczny dokonuje się niejako

1 M. Todaro, S. Smith: Economic Development, 8th ed., Pearson Addison-Wesley, London 2003

docsity.com

2

samoczynnie i w dużym stopniu spontanicznie. Badanie mechanizmów wzrostu i

rozwoju nie jest zatem priorytetem dla nauk ekonomicznych w tych krajach, ani też

dla głównych ośrodków finansujących badania ekonomiczne. W rezultacie, to

krótkookresowa równowaga ekonomiczna, a nie długookresowa dynamika

gospodarki jest centralnym przedmiotem zainteresowania ekonomistów – teoretyków

i głównego nurtu ekonomii. Ekonomię teoretyczną uprawia się niemal wyłącznie w

krajach wysokorozwiniętych, a bez większego ryzyka można sądzić, że ponad 90%

teoretyków mieszka i tworzy w centrach rozwiniętego kapitalizmu. Ekonomia

rozwoju, uprawiana jest tu bardziej z potrzeb poznawczych niż z bieżącej,

praktycznej użyteczności (rzecz prosta z punktu widzenia użyteczności społeczeństw

bogatych). Wniosek, który można stąd wyprowadzić polega na tym, że inspiracji dla

odpowiedzi na polskie problemy szukać należy przede wszystkim poza głównym

nurtem ekonomii, w szczególności – choć nie tylko - w znaczących dokonaniach

współczesnej ekonomii rozwoju, która w ostatnich latach wypracowała kilka nowych,

interesujących idei.

Owszem, w ostatnich latach sytuacja zaczyna się powoli zmieniać.

Przyczyniają się do tego procesy globalizacyjne. Problemy energetyczne i

demograficzne, zmiany klimatyczne na Ziemi, ekonomiczne skutki terroryzmu

światowego czy AIDS – wszystko to sprawia, że w coraz większym stopniu

postrzegamy świat jako całość. Zwiększa to zainteresowanie przyczynami

nierówności ekonomicznych, bo te ostatnie, choć dolegliwe głównie dla obszarów

niedorozwoju, przestały być jedynie lokalnymi problemami ale zaczęły być

odczuwane w skali globalnej.

Pytania o źródła niedorozwoju Kiedy zastanawiamy się nad przyczynami niedorozwoju to zazwyczaj sądzimy,

że dają się one sprowadzić do niskiego zasobu kluczowych czynników produkcji. To

typowo neoklasyczny punkt widzenia problemu. K. Hoff i J. Stiglitz potwierdzają, że:

„(modele neoklasyczne) zakładają, że można wyjaśnić produkcję, wzrost i różnice

pomiędzy krajami uprzemysłowionymi a rozwijającymi się przez skoncentrowanie się

na „fundamentach” – zasobach, technologii i preferencjach”. Oboje podkreślają

jednocześnie, że teoria neoklasyczna ignoruje rolę instytucji, a „teza ta bazuje na

trzech przesłankach (a) wyniki produkcyjne są określone przez czynniki

fundamentalne (wyznaczone przez zasoby, technologie i preferencje), (b) czynniki

docsity.com

3

fundamentalne popychają gospodarkę w kierunku rozwiązania Pareto –

optymalnego, (c) instytucje nawet nie wpływają na wybór równowagi”2.

W rezultacie, pierwsza, zasadnicza różnica w podejściu do gospodarki między

współczesną ekonomią rozwoju a ekonomią neoklasyczną polega na odrzuceniu

przez tę pierwszą - tezy, że wszystkie kraje mają tę samą funkcję produkcji. Zgodnie

z optyką neoklasyczną myślimy, że gdyby poziom zakumulowanego kapitału

rzeczowego i ludzkiego osiągnął w Polsce pułap krajów wysokorozwiniętych, a luka

technologiczna została drastycznie zmniejszona, to wówczas zarówno wielkość

krajowej produkcji per capita i dobrobyt społeczny byłby porównywalny do bogatej

czołówki. Wniosek ten jest zapewne prawdziwy, ale przecież kluczowe pytanie

sprowadza się do analizy przyczyn utrzymywania się samej luki technologicznej i

niedostatecznej dynamiki inwestowania w kapitał w Polsce. Interesujący jest nie tyle

sam fakt dysproporcji, ale przyczyny, dla których te dysproporcje nie zanikają, ale z

reguły w świecie rosną (jak wskazano na wstępie niniejszego tekstu) lub zanikają

zbyt wolno (w krajach, które mają nieco więcej szczęścia).

W 1990 R. Lucas postawił pytanie dlaczego kapitał nie płynie z krajów

bogatych do biednych skoro, zgodnie z koncepcją Solowa, produktywność kapitału w

kraju słabiej rozwiniętym winna być wyższa niż w wysokorozwiniętym, co kierowałoby

strumienie kapitału w stronę obszarów niedorozwoju. Nie ma potrzeby podkreślać, że

nie obserwujemy takiego zjawiska. Typowe wyjaśnienie przyczyn słabego dopływu

inwestycji zagranicznych sprowadza się do wskazania na różne bariery przepływu

czynników produkcji, takie jak niedostateczna liberalizacja obrotów towarowych i

kapitałowych, protekcjonistyczne praktyki krajów przyjmujących kapitał, ograniczenia

wolnego handlu itp. Ale czy ta sytuacja ma miejsce np. w strefie NAFTA? Słabiej

rozwinięty gospodarczo Meksyk nie stosuje ograniczeń w dostępie kapitału do swej

gospodarki (za wyjątkiem sektora energetycznego), a mimo to wielkość inwestycji

USA w Meksyku to zaledwie 0.5% takich inwestycji kapitału amerykańskiego we

własnej gospodarce. Wszystko zatem wskazuje, że krańcowe stopy zwrotu z kapitału

- z jakichś względów - są wyższe lub nawet znacznie wyższe w strefie dobrobytu niż

w świecie technologicznego zacofania i niskich zasobów kapitałowych.

2 K. Hoff, J. Stiglitz: Modern Economic Theory and Development, [w:] Frontiers in Development,

G. Meier and J. Stiglitz, editors. Oxford University Press, Oxford 2000

docsity.com

4

Nowoczesnych technologii nie wdrażamy, gdyż w krajach niedorozwiniętych są one

po prostu mniej opłacalne.

Od początku procesu polskiej transformacji dominowało (i nadal dominuje)

przeświadczenie, że krajowi do przezwyciężenia niedorozwoju potrzeba dwóch

rzeczy: dobrych instytucji ekonomicznych i dopływu obcego kapitału. Rozwiązanie

pierwszej kwestii prowadzi do rozwiązanie drugiej. Terapia sprowadza się zatem do

możliwie daleko idącej imitacji rozwiązań instytucjonalnych krajów rozwiniętych.

Wiele jednak wskazuje, że kluczowym czynnikiem przewag krajów technologicznie

przodujących są korzyści skali. Te korzyści skali występują zarówno w obszarze

technologicznym (w sferze produkcji) jak i w obszarze instytucjonalnym.

Duże rynki pozwalają wykorzystać lepsze i bardziej konkurencyjne

technologie. Technologie dużej skali produkcji są natomiast niedostępne dla krajów

słabiej rozwiniętych, o płytkich rynkach zbytu. Krótka seria produkcyjna jest droga, a

przewaga nowoczesnej technologii ujawnia się dopiero przy dużej sprzedaży.

Skazuje to kraje biedne na stosowanie, lokalnie tańszych, ale globalnie - gorszych

rozwiązań ekonomicznych. Kraje bogate, bazując na dużych własnych, narodowych

rynkach towarowych uzyskują więc ewidentną przewagę w handlu

międzynarodowym. Oczywiście wysoka wydajność produkcji, właściwa dla

nowoczesnych i wielkoseryjnych technologii, zapewnia wysoki poziom dochodu na

mieszkańca, wysoki poziom płac i kreuje rynki o dużym potencjale popytowym.

Początkowe przewagi są w ten sposób utrwalane i stale odtwarzane. Jednocześnie,

rozwijanie dużej skali produkcji bardzo sprzyja stałemu udoskonalaniu produkcji i

postępowi technicznemu.

Korzyści skali ujawniają się także w obszarze infrastruktury instytucjonalnej.

Nowoczesna gospodarka wymaga podziału pracy, specjalizacji i wymiany czyli

kooperacji. To, czy ta kooperacja jest efektywna i w jakim stopniu ludzie są

motywowani by współdziałać ze sobą, czy dominują zachowania produktywne, czy

może raczej pasożytnicze zależy w ogromnym stopniu od społecznych reguł gry.

Produkcja, czy gospodarowanie nie jest tym samym procesem czysto technicznym,

ale par excellence społecznym. Jednak proces budowy instytucji społecznych i

ekonomicznych jest w znaczny stopniu endogeniczny i pozostaje funkcją stopnia

rozwoju; bogate kraje mają po prostu lepsze instytucje. Przyczyna jest dość prosta:

ochrona na przykład praw własności jest kosztowna. Sprawne funkcjonowanie

systemu prawa i egzekucja prawa wymagają dużych nakładów, na które stać jedynie

docsity.com

5

kraje zamożne. Wiele rynków dla efektywnego działania wymaga zastosowania

mechanizmów regulacyjnych i pojawienia się różnorakich podmiotów

pośredniczących. Jest to kosztowne i usprawiedliwione jedynie w warunkach dużego

natężenia transakcji. W przypadku płytkich rynków koszty regulacji są często

prohibicyjnie wysokie. Rynki te działają, ale z reguły w sposób ułomny lub mniej

efektywny. Istnieją więc oczywiste granice efektywnego naśladownictwa w obszarze

instytucjonalnym.

Znaczenie tej kwestii jest o tyle istotne, że jak pokazujemy dalej - ze względu

na komplementarność rozwiązań instytucjonalnych – nie wystarcza, że kraje słabiej

rozwinięte wdrażają i przyswajają sobie jedynie niektóre instytucje krajów

przodujących. Wdrażają bowiem te instytucje i te reguły gry, które zastosować mogą.

Ale jeżeli decydujące znaczenie ma najsłabsze ogniwo? Jeżeli nie da się braku

niektórych instytucji lub nieefektywnego funkcjonowania jakichś instytucji

substytuować lepszym działaniem w innej sferze instytucjonalnej? Niestety wydaje

się, że właśnie tak jest co ujawnia drugie źródło upośledzenia krajów

niedorozwiniętych: obok technologicznego zacofania także nieuchronne odstawanie

w sferze rozwiązań instytucjonalnych.

Kwestia niedorozwoju stawia pod znakiem zapytania także ideę jedynej,

optymalnej równowagi makroekonomicznej. Koncepcja równowagi w ekonomii nie

jest jej własnym pomysłem, a raczej jest to idea zrodzona na gruncie fizyki czy

ewentualnie w obrębie innych nauk przyrodniczych. Dla neoklasycznego ekonomisty

równowaga jest swoistym atraktorem, punktem przyciągania. Oznacza to, że

równowaga jest z definicji stabilna, tj. wszelkie zaburzenia tej równowagi są

automatycznie niwelowane przez powrót systemu do punktu równowagi.

Jednocześnie, przyjmuje się, że rynkowe mechanizmy alokacyjne zapewniają takie

rozmieszczenie zasobów pomiędzy różne podmioty, że poszczególne czynniki

produkcji zostają użyte w najbardziej efektywnych zastosowaniach. Dzięki tej

właściwości gospodarki, stabilna równowaga jest jednocześnie optymalna w sensie

Paretowskim. Gdyby gospodarka była po prostu jedynie sumą podmiotów

mikroekonomicznych, to taka stabilna i optymalna równowaga byłaby zapewne

możliwa. Wraz jednak z rozszerzaniem się wielkości rynków, rosnącym stopniem

współzależności między podmiotami i pogłębiającym się społecznym podziałem

pracy ujawniają się defekty koordynacji w zachowaniach podmiotów. Ich źródłem są

potencjalnie oportunistyczne postawy ludzi i dążenie podmiotów do unikania ryzyka

docsity.com

6

wynikającego z tych postaw i zachowań. Głębokość społecznego podziału pracy jest

dodatnio skorelowana z poziomem postępu technicznego i z istniejącymi korzyściami

skali w gospodarce. Z jednej więc strony wzrost produkcyjności czynników produkcji

jest uwarunkowany korzyściami skali, z drugiej jednak – rosnące korzyści skali

wzmacniają prawdopodobieństwo pojawienia się błędów koordynacji. W końcowej

części niniejszego tekstu staramy się pokazać, że w sytuacji niedorozwoju

prawdopodobieństwo pojawienia się defektów koordynacji może wzrastać. Defekty

koordynacji są jednym z głównych przyczyn ujawniania się wielopunktowych stanów

równowagi. Pojawia się wówczas kwestia uszeregowania tych stanów względem ich

społecznej użyteczności i pytanie o gwarancje, że system nie zbiega do „gorszej”

równowagi.

Konkurencja w świecie korzyści skali Niewprawnemu czytelnikowi tekstów ekonomicznych zazwyczaj umyka

uwadze fakt, że cała ekonomia neoklasyczna zbudowana na założeniu malejących

korzyści skali: zarówno na poziomie przedsiębiorstwa jak i w szerszym planie.

Założenie to jest absolutnie konieczne, by w gospodarce pojawiły się ujemne

sprzężenia zwrotne, zapewniające stabilność równowagi firmy i rynków. Jeśli w

miejsce niekorzyści skali pojawią się obszary korzyści skali, wówczas z reguły

pojawia się tam wiele możliwych stanów równowagi, a konkurencja na rynkach, na

których dominują efekty skali dramatycznie zmienia swój charakter.

Kiedy wraz ze wzrostem rozmiarów firmy jednostkowe koszty wytwarzania

rosną, to jesteśmy w obszarze niekorzyści skali. Pokazano to na rys. 1, gdzie strefa

malejących przychodów oznacza zarówno rosnące koszty przeciętne AC jak i

rosnące koszty krańcowe MC. Jeżeli przedsiębiorstwo działa w świecie niekorzyści

skali, to wówczas, niezależnie czy rynek cechuje się konkurencją czy raczej wysokim

stopniem zmonopolizowania, równowaga firmy (optimum ekonomiczne) wyznaczona

miejscem zrównania się kosztów krańcowych z utargiem krańcowym, ma miejsce na

rosnącym odcinku krzywej MC. Rozwiązaniem jest zawsze jedna, stabilna

równowaga.

W przypadku dominacji korzyści skali sytuacja może być całkowicie odmienna.

Niech np. nasza firma ma malejącą indywidualną krzywą popytu wyrażającą pewien

stopień monopolizacji rynku (rynek zróżnicowanego dobra). Wówczas krzywa utargu

krańcowego jest również malejąca jak na rys. 2. Niech jednocześnie krzywa kosztu

docsity.com

7

krańcowego ma postać jak na rys. 2. Krzywa MC jest malejąca, gdyż w obszarze

korzyści skali (gdy AC maleje), krzywe krańcowego kosztu też w zasadzie są

malejące (niemal w całym przedziale korzyści skali, z wyjątkiem obszaru blisko

minimum AC). Zakładamy, że początkowo MC spadają powoli, później spadek jest

szybki, by przy dużych wielkościach produkcji koszty krańcowe ponownie obniżały

się powoli. Zauważmy, że w opisywanej sytuacji istnieć mogą aż trzy punkty gdzie

MC=MR. Przyjmijmy, że Π(x) = R(x) – C(x), gdzie Π, R, C, X reprezentują

odpowiednio zysk, utarg i koszt całkowity oraz produkcję firmy. Warunki na

maksimum funkcji Π(x):

dX

d =

dX

dR -

dX

dC = 0  MR = MC (warunek konieczny)

dX

dMR -

dX

dMC < 0 

dX

dMR <

dX

dMC (warunek dostateczny)

docsity.com

8

Warunek dostateczny mówi, że maksymalizacja zysku zachodzi w punkcie MR=MC,

gdzie MR spada szybciej niż MC. Na rys. 2 są dwa takie punkty A i B. Punkt H jest

także ekstremum funkcji Π(x), ale wyznacza produkcję minimalizującą zysk. W

zależności od konkretnego przebiegu funkcji utargu i kosztów, każde z lokalnych

docsity.com

9

maksimów może być lepsze lub gorsze od drugiego. Zysk dla produkcji XA, mierzony

jest różnicą między wartością całki z funkcji utargu krańcowego a wartością całki z

funkcji kosztu krańcowego obliczonych w przedziale [0, XA]. Podobnie zachodzi dla

produkcji XB. Z samego rysunku 2 widać, że większa produkcja zapewni wyższy zysk

o ile powierzchnia zawarta pomiędzy krzywymi MR a MC w przedziale [XH, XB] jest

większa niż analogiczna powierzchnia miedzy punktami [XA , XH]. Oba lokalne

maksima reprezentują stany równowagi, choć jedno z nich z reguły dominuje i ono

jest wybierane przez firmę. Nie możemy mieć jednak gwarancji, że wybór oznaczać

będzie - społecznie preferowany - przypadek wyższej produkcji oraz niższych cen i

kosztów jednostkowych.

Od tego dość formalnego przypadku sygnalizującego możliwość wielu stanów

równowagi przejdźmy teraz do o wiele ważniejszego argumentu zaprezentowanego

przez W. Arthura3, który w swoim czasu wzbudził wiele kontrowersji. Referując

główne myśli tego rozumowania przyjmijmy, że rozważamy gałąź produkcji

charakteryzującą się silnymi efektami skali. Na przykład dlatego, że produkcja

wyrobów w tej gałęzi cechuje się wysokimi kosztami stałymi, co powoduje stałą

obniżkę kosztów jednostkowych w miarę rozszerzania się wielkości produkcji i

sprzedaży. Niech w analizowanej gałęzi funkcjonują dwie firmy oferujące różne dobra

o zbliżonych parametrach jakościowych. Jakość dóbr jest zatem porównywalna, ale

nabywcy – mimo że produkty są bliskimi substytutami - dobra rozróżniają. Obie firmy

A i B korzystają z rosnących przychodów względem skali. Zakładamy jednak, że

funkcja kosztów jednostkowych AC firmy B przyjmuje, dla tych samych wielkości

produkcji, niższe wartości niż funkcja AC dla drugiej firmy. Można powiedzieć, że

przedsiębiorstwo B produkuje taniej niż A. Sytuację tę prezentuje rys. 3, na którym z

lewej strony umieszczono koszty AC dla firmy A, zaś na prawej osi pionowej koszty

AC dla B. Na osi odciętych oznaczona jest produkcja obu firm z tym, że wzrost

produkcji A liczy się w prawo, a produkcji B - w lewo. Dla obu firm koszty

jednostkowe maleją wraz z wyższą produkcją. Niech sprzedaż (produkcja) 0Z

przedstawia całkowity popyt rynkowy na dobra wytwarzane przez gałąź, a oba

przedsiębiorstwa wyznaczają swe ceny jako narzut (procentowy i co do wielkości

identyczny) na swe koszty jednostkowe. W omawianym przypadku wcale nie jest

pewne, że B uzyska sukces rynkowy. Gdyby firmie A udało się z jakichkolwiek

3 W. Arthur: Positive Feedbacks in the Economy, Scientific American, 262, Feb. 1990

docsity.com

10

docsity.com

11

powodów uzyskać – nawet tylko przejściowo - większą sprzedaż niż B (np. w punkcie

x0), to wówczas wobec niższych kosztów przeciętnych (dA < mB) może ono

zaproponować niższą cenę i wyrugować z rynku firmę B. Przejściowa przewaga na

rynku droższej firmy ma wszelkie szanse na utrwalenie się. Teoretycznie, nabywcy

powinni być zainteresowani przesunięciem się w kierunku wyrobów B. Gdyby to

masowo zrobili i produkcja B wzrosłaby np. do punktu x1, to koszty i ceny uległyby

dla nabywców istotnej obniżce. Ale tu ujawnia się defekt koordynacji. Takie działanie

w postaci zwiększenia zakupu dóbr B nie może mieć charakteru indywidualnego, bo

wówczas nabywca musi płacić więcej. W języku kosztów AC oznaczałoby to

gotowość do pokrycia kosztów mB zamiast dA. Zmiana zachowań nabywców musi

objąć przynajmniej pewną minimalną, progową ilość osób, by stała się społecznie

opłacalna. Barierą dla takiej zmiany są z reguły zbyt wysokie koszty transakcyjne. Ich

wielkość rośnie dodatkowo wskutek niepewności co do kształtu kosztów wytwarzania

obu firm. Zdecydowana większość nabywców nie ma przecież żadnej wiedzy o

zastosowanych technologiach produkcji i ewentualnych korzyściach ze skali które

mogą zaoferować konkurenci.

W świecie korzyści skali przewagę ma więc ten, kto ma większy rynek. Im

wyższa wielkość produkcji i sprzedaży, tym niższe jednostkowe koszty produkcji.

Przy porównywalnej jakości produktu, obca, nawet droższa technologia, wsparta

jednak zmasowaną kampanią reklamową i własnym, wielkim rodzimym rynkiem,

okaże się tańsza, bo uzyska nieporównanie większą skalę wytwarzania. Argument,

że efektywne samo się przebije dotyczy świata małych firm i niekorzyści skali. W tych

okolicznościach na przykład promowanie polskich firm nie musi być promowaniem

nieefektywności, ale sposobem zapewnienia im trwałej zdolności do konkurowania.

Pozostawione same sobie, słabsze kapitałowo, polskie firmy przegrywają,

niekoniecznie dlatego, że mają gorsze produkty i technologie. W świecie korzyści

skali charakter konkurencji ulega zasadniczej zmianie: teoretycznie rzecz biorąc

niezbyt efektywne, ale potężne kapitałowo, firmy mogą całkowicie zdominować dużo

efektywniejsze, ale mniejsze i słabsze podmioty. W. Arthur podaje dwa przykłady

zablokowania rynku produktami o niższych parametrach technicznych tylko dlatego

że w pierwszej fazie rozwoju rynku ich producenci uzyskali niewielką przewagę

ilościową. Dotyczy to magnetowidu i jego dwóch standardów: VHS i Betamax oraz

maszyny do pisania w standardzie QWERTY. W obu przypadkach, zdaniem Arthura,

docsity.com

12

wybór rynku padł na gorsze rozwiązanie (QWERTY i VHS), ale odwrót był już

niemożliwy ze względu na defekt koordynacji4.

Oczywiście naturalne jest pytanie, jak wielki jest obszar rosnących korzyści

skali w gospodarce. Tradycyjne gałęzie: rolnictwo, rybołówstwo, górnictwo,

wydobycie surowców i ich wstępna przeróbka stanowią typowe przypadki gałęzi, w

których niekorzyści skali dominują. Dla wielu jednak nowoczesnych sektorów

gospodarki efektywność produkcji rośnie w miarę wzrostu skali wytwarzania. Dotyczy

to tych rodzajów produkcji, gdzie:

(1) wprowadzenie na rynek nowego wyrobu wiąże się z wysokimi, utopionymi

nakładami na badania naukowe i wdrożenie (np. informatyka,

farmacja). Udział kosztów stałych jest bardzo wysoki.

(2) duże znaczenie ma learning by doing, tj. wraz ze wzrostem produkcji

jednostkowe koszty produkcji spadają wskutek lepszego

opanowania produkcji, specjalizacji itp.

(3) użyteczność użytkowników i odbiorców produktu wzrasta w miarę wzrostu

liczby innych użytkowników (np. telekomunikacja, Internet,

elektronika użytkowa)

Widać więc, że z korzyściami skali spotykamy się w wielu kluczowych

obszarach gospodarki. W tych obszarach zawodzą tradycyjne metody konkurowania,

a stereotyp, że wygrywa najlepszy nie zawsze się sprawdza. Świat korzyści skali jest

światem silnych, a niekoniecznie efektywnych. W tej konfrontacji podmioty z krajów

słabiej rozwiniętych z reguły stoją na straconych pozycjach. Gospodarki,

charakteryzujące się rosnącymi przychodami względem skali, nie mają na ogół

jednego stanu równowagi. W jakim stanie i w jakiej równowadze rynek zostanie

ustabilizowany, a nawet zablokowany, może być dziełem czystego przypadku i

historycznych uwarunkowań.

Komplementarność czy substytucyjność Na źródła przewag krajów wysokorozwiniętych sporo światła rzuciła ostatnio

idea wysunięta przez M. Kremera z jego teorią pierścienia uszczelniającego (O-ring

4 Ocena co do trafności tych przykładów jest sporna. W okresie późniejszym kwestionowano ich

zasadność. Fakt ten nie jest jednak najważniejszy. Kluczowa jest sama możliwość wystąpienia takich

przypadków. Z oczywistych powodów o wielu z nich możemy w ogóle nie wiedzieć.

docsity.com

13

theory)5. W wielu nowoczesnych dziedzinach produkcji kluczem do sukcesu jest

niezawodność wszystkich czynników produkcji. Orkiestra symfoniczna składająca się

z niemal samych wirtuozów zanotuje dramatyczną artystyczną porażkę, jeśli jeden z

muzyków będzie fałszował. Tradycyjna ekonomia przyjmuje szerokie możliwości

substytucji między czynnikami, podczas gdy realia ekonomiczne każą raczej myśleć

w kategoriach komplementarności, tak jakby decydowało najsłabsze ogniwo. Jakości

nie da się, w znaczący sposób, substytuować przez ilość. Wychodząc z tych założeń

M. Kremer przyjął odmienną postać funkcji produkcji dla przedsiębiorstwa. Obok

kapitału K, firma wykorzystuje także n różnych rodzajów pracy Qi odpowiadających

na przykład różnym funkcjom realizowanym przez pracowników. Dlatego w dalszym

ciągu przyjmiemy, że każda funkcja jest wykonywana przez jednego pracownika. O

ile nakład kapitału interpretowany jest tradycyjnie, to wyrażenia Qi reprezentują

jakość (niezawodność) pracy typu i. Perfekcyjne wykonanie zadania i oznacza Qi = 1,

zaś w przypadku całkowitego niepowodzenia Qi =0. Można temu nadać interpretację

probabilistyczną: jeśli firma zatrudnia n pracowników, to wartość Qi wyraża

oczekiwany stopień wywiązania się i-tego pracownika z wykonania zadania.

Załóżmy, że produkcja firmy Y(K, Qi)6 dana jest przez (1):

Y(K, Qi) = A Ka n n

i iQ (1)

gdzie: K - nakład kapitału, 0 < a < 1.

Stała A to produkcyjność pojedynczego pracownika w przypadku perfekcyjnego

wykonania zadania dla jednostkowego nakładu kapitału. Dla jakich wartości

zmiennych Qi, firma maksymalizuje zysk? Funkcja zysku Z(K, Qi) ma postać:

Z(K, Qi) = A Ka n n

i iQ - 

i i )Q(w - rK , (2)

gdzie w(Qi) i r to ceny pracy i kapitału. Funkcja w(Qi) jest rosnąca względem Q, gdyż

wyższym kwalifikacjom odpowiada rosnące wynagrodzenie.

Z warunku na maksimum funkcji Z otrzymujemy:

5 M. Kremer: O-Ring Theory of Economic Development, The Quarterly Journal of Economics, vol. 108,

no. 3 (Aug. 1993), pp. 551-575. Nazwa teorii nawiązuje do przyczyn katastrofy wahadłowca

Challenger 6 Oczywiście, w przypadku probabilistycznej interpretacji zmiennych Qi, Y reprezentuje nie samą

produkcję, ale raczej wartość oczekiwaną produkcji. Przy założeniu neutralnego stosunku do ryzyka

firmy wyniki, jakie uzyskuje się traktując Y jako produkcję, nie różnią się od przypadku, gdy Y jest

wartością oczekiwaną produkcji. Stąd dalej Y będzie interpretowana jako produkcja.

docsity.com

14

dK

dZ = a Ka-1An

n

i iQ - r = 0

dQi

dZ = A Ka n

n

ij jQ -

dQi

dw = 0 (3)

Zauważmy, że:

)(d

Y

j ji QdQ

d

2

= A Ka n > 0 (4)

co oznacza, że krańcowa produkcyjność i-tego pracownika rośnie, gdy rośnie jakość

pozostałych pracowników. W rezultacie dobór pracowników w firmach dokonuje się w

taki sposób iż najlepsi kojarzeni są z najlepszymi, gorsi z gorszymi itd. Optymalnym

rozwiązaniem dla każdej firmy jest sytuacja gdy zatrudnia się pracowników o

identycznych jakościach7.

Można to łatwo pokazać dla prostego przypadku gdy liczy się jedynie czynnik

pracy. Niech H i L to pracownicy o wysokiej i niskiej jakości (kwalifikacjach). Do

dyspozycji jest czterech pracowników, dwóch H i dwóch L. Funkcja produkcji ma

postać Y = Q1 Q2. Skojarzenie mieszane pracowników daje produkcję łączną w

wysokości 2HL, zaś skojarzenie „czyste” produkcję H2 + L2. Ponieważ H L, to

zachodzi:

(H-L)2 = H2 – 2HL + L2 > 0, to H2 + L2 > 2HL

to bardziej opłaca się kojarzyć pary według równych kwalifikacji (jakości).

Równocześnie skoro wyższa jakość zapewnia wyższą produktywność, to

konkurencja na rynku pracy zapewni dopływ wysokokwalifikowanych pracowników do

tych firm, które już takich pracowników zatrudniają.

Rozwiązanie równań (3) pozwala wyznaczyć optymalne K:

K = ( r

nAa Qn )1/(1-a) (5)

a po wstawieniu (5) do drugiego równania (3) i scałkowaniu, wyznaczamy w(Q):

w(Q) = (1-a)(an/r)a/(1-a)A1/(1-a)Qn/(1-a) (6)

7 Formalny, krótki dowód dla tej tezy (dla przypadku nieco prostszej funkcji produkcji) jest dostępny

[w:] K. Basu: Analytical Development Economics. The Less Developed Economy Revisited, MIT

Press, London 2003. Zaprezentowany poniżej wywód odwołuje się raczej do intuicji.

docsity.com

15

W rezultacie, po uwzględnieniu (5) produkcyjność krańcowa Q

Y

 

wynosi8:

Q

Y

 

= (a/r)a/(1-a)(An)1/(1-a)Qn/(1-a)-1 (7)

Dla wniosków formułowanych przez Kremera równości (6) i (7) są kluczowe.

Jeśli bowiem tylko zachodzi n  2, wówczas produkcyjność krańcowa rośnie

wykładniczo wraz ze wzrostem kwalifikacji Q. Stanowi to wyjaśnienie ogromnych

różnic w produkcyjności pracy jakie występują między krajami rozwiniętymi a

rozwijającymi się. Przyjmując na przykład n = 10 (10 zadań, funkcji wykonywanych w

typowym przedsiębiorstwie) i tylko 10% przewagę kraju rozwiniętego w średnim

poziomie kwalifikacji (jakości) pracowników otrzymujemy dla a=0.5 ponad 6-krotną

różnicę krańcowej produkcyjności na niekorzyść kraju zacofanego. Wyjaśnia to także

ogromne różnice w wynagrodzeniach pracowników o takich samych kwalifikacjach. Z

równania (4) widać, że produktywność i-tego robotnika podniesie się z samego faktu

współpracy z innymi bardziej produktywnymi pracownikami. Taki pracownik ma silny

motyw do migracji do strefy pozwalającej mu pracować z bardziej produktywnymi -

nawet gdy jego własne kwalifikacje pozostają bez zmiany, gdyż wzrost wydajności

będzie gratyfikowany wyższymi dochodami.

Po drugie, supremacja rozwiniętego centrum wzrasta wraz z rosnącym

stopniem złożoności produkcji i jej technologiczną nowoczesnością. Praktycznym

tego wyrazem jest wydłużanie się okrężnych dróg produkcji, specjalizacja i

konieczność pogłębionej kooperacji, czyli wzrost ilości zadań n. Wysoki stopień

złożoności wymusza wzrost Q i tym samym pogłębia przewagę krajów

technologicznie przodujących. Ten mechanizm powoduje również swoistą

specjalizację między krajami: im kraj wyżej rozwinięty, tym wyższa produktywność

produkcji, co ułatwia wysysanie z gospodarki światowej wysokokwalifikowanych kadr.

Wynika to niedwuznacznie z równości (6). Elastyczność płac względem jakości pracy

jest wysoka i wynosi n/(1-a) > 1. Oznacza to, że wysokiej jakości zatrudnianych kadr

odpowiada wysoka gotowość firm (i możliwość) płacenia wysokich wynagrodzeń.

Zgrupowanie tych kadr - z kolei - pozwala na rozwijanie najnowocześniejszych i

bardzo rentownych, choć zarazem wysoce ryzykownych technik produkcyjnych.

Uruchamia to mechanizm dodatniego sprzężenia zwrotnego. Działa on także w

8 W punkcie optimum, tj. dla wszystkich Qi = Q.

docsity.com

16

odniesieniu do krajów słabiej rozwiniętych, z tym, że tu systematycznie pogłębia

dystans i utrwala zacofanie. Wiele nowoczesnych, a więc i ryzykownych technologii

jest w praktyce niedostępnych dla tych krajów. Niska jakość pracowników nie

gwarantowałaby zadowalającej, minimalnej produkcyjności pracy, nawet mimo

niższych płac. Z tego punktu widzenia dla świata niedorozwoju niższe technologie są

bezpieczniejsze9.

Korzyści skali a najsłabsze ogniwo Jeden aspekt powyższych wywodów może wywoływać wątpliwości.

Postulowana funkcja produkcji odnosi się do przedsiębiorstwa, mechanizm doboru

pracowników co do kwalifikacji w postaci sklejania firm z kadr o analogicznych

parametrach jakościowych, występuje na poziomie firm i gałęzi. Dlaczego zatem

przenosimy to rozumowanie na szczebel gospodarki światowej? Co stoi na

przeszkodzie, by te same mechanizmy operowały wewnątrz poszczególnych krajów i

różnicowały sytuację jedynie w układzie firm, branż czy regionów? Kwestia ta ma trzy

aspekty: liczy się dotychczasowa historia i stan wyjściowy gospodarki, jakość

instytucji ekonomicznych oraz ograniczenia podażowe pracy. Zacznijmy od tego

ostatniego wątku. Można postawić tezę, że sytuacja kraju rozwiniętego jest

generalnie uprzywilejowana w kwestii kształcenia i edukacji ze względu na korzyści

skali wynikające z wielkości rynku i zamożności konsumentów. Indywidualnie

inwestujemy bowiem w edukację i nasz kapitał ludzki jedynie wtedy, gdy jest to

opłacalne. Jeśli hipoteza Kremera jest słuszna, to stopa zwrotu z inwestycji w kapitał

ludzki, wyznaczona przez poziom przyszłych płac, jest dodatnio skorelowana z

produkcyjnością naszej pracy, a ta zależy od jakości i kwalifikacji współpracowników.

Nawet bardzo duże inwestycje w kapitał ludzki nic nie dadzą, gdy nasze kwalifikacje

ulokujemy w firmie zatrudniającej personel niskiej jakości. Zgodnie z kształtem funkcji

produkcji (1) decydujące znaczenie ma bowiem czynnik komplementarności.

Zauważmy, że gdyby funkcja produkcji miała na przykład postać Y = A Ka ( n

iQ 1

), to

9 Z perspektywy teorii Kremera widać jak naiwna (współcześnie) jawi się teoria kosztów

komparatywnych Ricarda jako narzędzie opisu pożądanych kierunków specjalizacji. Wybór

tradycyjnych dziedzin produkcji jest gwarancją utrwalenia zacofania, a nie racjonalną decyzją. Inna

sprawa, że w praktyce może nie być żadnego wyboru. Ale wtedy nie mówimy o wyborze ale o

nieuniknionych koniecznościach.

docsity.com

17

wówczas wysoka jakość pracy jednych pracowników mogłaby, w dużym stopniu,

zastępować słabe wyniki innych10. Gdy jednak rozstrzyga najsłabsze ogniwo, tj.

najmniej wydajny czynnik produkcji, to wówczas wysokie indywidualne nakłady na

edukacje są usprawiedliwione jedynie wtedy, gdy jest wysokie prawdopodobieństwo

znajdowania innych na rynku pracy o równie wysokim poziomie kapitału ludzkiego.

Duże rynki produkcyjne (thick markets) zdecydowanie jednak zwiększają

prawdopodobieństwo wysokiego zapotrzebowania na jakość pracy, gdyż na rynku

funkcjonuje wiele firm o bardzo zróżnicowanej strukturze produkcji, a poziom

zatrudnienia jest wysoki. Uruchamia to dodatnie sprzężenie zwrotne działające gdy

duże prawdopodobieństwo wzajemnego dopasowania się pracowników o wysokiej

jakości zapewnia opłacalność inwestycji w edukację, co kolei poprzez Kremerowską

funkcję produkcji stymuluje wzrost produktywności, zwiększa dobrobyt i rozwija rynki

zgłaszające kolejne wysokie zapotrzebowanie na wysoką jakość pracy. Zamożni

stają się jeszcze bogatsi i utrwalają swą przewagę. Na płytkich rynkach towarowych

inwestowanie w edukację jest natomiast ryzykowne, gdyż popyt na pracę jest niski, a

szanse dla wyedukowanych na dobór współpracowników o równie wysokich

kwalifikacjach – nie najwyższe. W rezultacie sytuacja w krajach rozwiniętych, o

dużych rynkach i w krajach zacofanych z ich płytkimi i ubogimi rynkami nie jest

symetryczna. Nawet przy założeniu, że systemy edukacyjne działałyby w obu

grupach krajów analogicznie i nie istniałyby różnice w jakości i zasobności szkół, a

publiczne wydatki na ucznia (studenta) byłyby identyczne11, to w stopniu w jakim

inwestycje w kapitał ludzki uzależnione są od indywidualnych decyzji i prywatnego

rachunku ekonomicznego pojawia się asymetria w strukturze kwalifikacji z

charakterystycznym skrzywieniem na niekorzyść wysokich kwalifikacji w krajach

ekonomicznie upośledzonych. Różnice w strukturze budowanego kapitału ludzkiego

między obszarami bogatymi a biednymi wynikają zatem zarówno z wewnętrznych

mechanizmów rządzących inwestowaniem w edukację, ale są oczywiście

wzmacniane przez procesy migracyjne. Początkowe niewielkie różnice w poziomie

10 Produkcyjność krańcowa, w tym przypadku, jest stała Q

Y

i

 = A Ka i nie zależy od jakości innych

pracowników. 11 Założenie czysto hipotetyczne, bo przecież wiadomo, że bogate kraje mają wyższe bezwzględne

nakłady na edukację na 1 mieszkańca.

docsity.com

18

rozwoju (także pojawiające się jako efekt czysto przypadkowy) mogą być

zmultiplikowane poprzez uruchomienie mechanizmu dodatniego sprzężenia

zwrotnego. W tym sensie czynnik historyczny odgrywa tu swoją rolę12. Jednocześnie,

państwo może ten efekt historycznie uwarunkowanych słabości ekonomicznych

częściowo neutralizować przez odpowiednią politykę kształcenia13.

Chociaż Kremer zbudował swą teorię pierścienia uszczelniającego dla analizy

czynnika pracy i do tych potrzeb ją wykorzystał, to wydaje się, że można tę teorię

także zinterpretować znacznie szerzej. Trzonem koncepcji jest bowiem idea

komplementarności czynników i warunków produkcji. Tak jak czynniki wytwórcze

muszą wystąpić łącznie i ich jakość może być rozstrzygająca dla efektywności

produkcji, tak też należy zapewne potraktować rolę instytucji ekonomicznych

tworzących warunki i determinujących sprawność procesów wytwórczych.

Tradycyjnie jednak wpływ instytucji ujmuje się łącznie i na przykład w funkcji

produkcji Kremera wpływ ten może być mierzony wartością parametru A.

Infrastruktura instytucjonalna gospodarki nie jest jednak jakąś jedną

wszechogarniającą regułą postępowania, ale jest to raczej zespół formalnych i

nieformalnych reguł gry ekonomicznej, splecionych ze sobą i razem określających

dostępne i efektywne sposoby działania poszczególnych podmiotów. Wydaje się przy

tym, że to właśnie wynik nakładania się na siebie różnych regulacji, norm,

zwyczajów, tradycji i wyznawanych systemów wartości określa skuteczność

określonych zachowań; tak na poziomie mikroekonomicznym jak i

makrogospodarczym. W praktyce można sobie to wyobrazić następująco. Załóżmy,

że firma X decyduje się wprowadzić na rynek nową odżywkę dla dzieci o wysokich

walorach użytkowych. Niech warunkiem powodzenia biznesowego przedsięwzięcia

jest: (1) uzyskanie niezbędnych zgód potwierdzających walory odżywki i

wykluczających ryzyko zdrowotne (przyjmijmy, że udziela ich jakaś władza

certyfikująca), (2) uzyskanie dostępu do środków inwestycyjnych. W naszym prostym

przypadku zrealizowanie jednego z warunków niczego nie rozwiązuje, konieczne jest

zarówno pozyskanie certyfikatu bezpieczeństwa jak i kredytu bankowego. Spełnienie

każdego z tych warunków może być zagrożone: pozyskiwanie zezwoleń władz może

12 Czynnik nazywany we współczesnej ekonomii rozwoju path dependance 13 Oczywiście uwaga ta nie ma charakteru generalnego i odnosi się jedynie do kwestii kapitału

ludzkiego w opisanym tu aspekcie.

docsity.com

19

przewlekać się wskutek procedur biurokratycznych, braku środków materialnych i

niedoinwestowania instytucji certyfikującej, praktyk korupcyjnych i lobbystycznych,

niekompetencji personelu, wadliwych rozwiązań prawnych i organizacyjnych,

wysokich kosztów czy dyskryminacji firmy X; z kolei rynek pieniężny i kapitałowy

może również działać niesprawnie, np. ze zbyt wysokimi kosztami pozyskania

pieniądza, z nadmiernie wyśrubowanymi standardami ryzyka kredytowego, wysoką

asymetrią informacyjną itp. Wystarczy brak jednego z warunków by skazać projekt na

fiasco. Bardzo tanie i korzystne warunki finansowania przedsięwzięcia nie zastąpią

braku zezwoleń lub przedłużającej się zwłoki w ich pozyskaniu; i odwrotnie - szybkie

uzyskanie certyfikatu nie łagodzi skutków braku finansowania. Dlatego hipoteza,

którą tu stawiamy (a która jednocześnie jest uogólnieniem rozumowania Kremera)

polega na założeniu komplementarności wielu rozwiązań instytucjonalnych. Niskie

koszty rozwoju i wysokie stopy zwrotu z zaangażowanych środków uzyskują

gospodarki, których infrastruktura instytucjonalna jest bogata, w miarę kompletna i

wszechstronna. Poszczególne instytucje ekonomiczne nie funkcjonują przy tym

niezależnie i obok siebie, ale tworzą sieć wzajemnie uzupełniających się,

komplementarnych reguł gry. Ale właśnie dlatego jakość całej sfery instytucjonalnej

zależy zarówno od jakości poszczególnych instytucji ale i od tego na ile są

wzajemnie ze sobą „zgrane”14. Formalnie, dla opisu tej sytuacji parametr A w funkcji

produkcji może być przedstawiony jako A = B  

m

j jB

1 , gdzie Bj reprezentuje jakość

poszczególnych m instytucji ekonomicznych wpływających na efektywność

produkcji15.

W przypadku komplementarności instytucji łatwiej zrozumieć kolejne źródło

przewag krajów wysokorozwiniętych względem peryferii ekonomicznych. Te drugie

mogą nawet dość skutecznie imitować wiele rozwiązań instytucjonalnych krajów

centrum. Problem polega na tym, że z reguły nie jest to możliwe w pełnym spektrum

instytucjonalnym. Kraje bogate mogą mieć bowiem w wielu przypadkach - ze

14 Obecny moment wejścia Polski do UE jest dogodny do obserwacji tej kwestii. W wyniku presji czasu

i nawału prac legislacyjnych przy przyjmowaniu wielu aktów prawnych pojawiło się dużo błędów i

przeoczeń. Każde z nich może mieć istotny wpływ na zdolność polskich firm do konkurowania na

rynku europejskim. 15 Bj przyjmuje wartości z przedziału [0;1], gdzie zero odpowiada pełnej niesprawności instytucji, zaś

jeden stanowi perfekcyjnemu.

docsity.com

20

względu na korzyści skali - lepsze instytucje. Nie musi to dotyczyć wszystkich

obszarów; ale wystarczy, że dotyczy niektórych. Weźmy przykład giełdy papierów

wartościowych. W Warszawie może być ona technicznie i prawnie zorganizowana

analogicznie jak we Frankfurcie czy Londynie. Ale te dwie ostatnie obsługują bogate i

rozwinięte rynki europejskie i światowe, giełda warszawska – w zasadzie lokalny

rynek polski. Dla wielu niemieckich inwestorów koszty transakcyjne związane z

zaangażowaniem się w operacje na giełdzie warszawskiej i rynku polskim mogą być

nieopłacalne. Te koszty mają niejako charakter kosztów utopionych, są w dużym

stopniu jednorazowe (set-up costs) i ponoszone na spenetrowanie dotychczas

nieznanego rynku. Ich poniesienie jest usprawiedliwione jedynie wówczas, gdy

korzyści z transakcji na takim rynku będą długotrwałe i dostatecznie wysokie. To zaś

jest wątpliwe ze względu na rozmiary rynku. Te same rezultaty (i bez tych kosztów)

można zapewne osiągnąć działając na dużej, znanej już sobie od lat, giełdzie z

dostępem do akcji spółek z całego świata.

Ponadto, duże rynki oferują z reguły lepszą informację. To także rezultat

korzyści skali. Wielość podmiotów dokonujących transakcji na dużych rynkach kreuje

popyt na liczne analizy rynku, badania ekonomiczne i oceny koniunktury. Tym

samym powstaje cały rynek usług analitycznych na którym oferują swą podaż

profesjonalne firmy doradcze i instytucje naukowo-badawcze. Ponieważ kupujących

usługi jest wielu, koszty produkcji tych usług dla klienta mogą być niskie. W

rezultacie, koszty transakcyjne pozyskiwania informacji ulegają obniżeniu,

zredukowane jest także ryzyko gospodarcze. Ten segment rynku nie pojawia się

natomiast w przypadku małych i płytkich rynków. Są one bowiem zbyt szczupłe, by

wygenerować odpowiedni popyt na tanie usługi. Małe rynki nie pozwalają także na

uformowanie się wyspecjalizowanych podmiotów – pośredników. Podobnie jak w

przypadku informacji podnosi to koszty transakcyjne wytwórców.

Defekty koordynacji Kraje peryferyjne gospodarczo są częściej narażone na defekty koordynacji.

Rozważmy pewien lokalny przypadek atrakcyjnego turystycznie miasteczka.

Zidentyfikujmy to przykładowe miasto na mapie Polski jako Sandomierz. Miasto, choć

posiada liczne zabytki i długą oraz ciekawą historię ma mało turystów. W tym samym

czasie Kazimierz Dolny jest miejscem pielgrzymek turystycznych choć pod względem

zabytków wyraźnie ustępuje Sandomierzowi. Nie siląc się na zbyt daleko idące

docsity.com

21

uogólnienia załóżmy, że turyści odwiedzając miasto kierują się jedynie dwoma

kryteriami: walorami historyczno-krajobrazowymi (zabytki, muzea, atrakcje

widokowe) oraz szerokością palety usług oferowanych w mieście (restauracje,

kawiarnie, sklepy pamiątkowe, hotele i miejsca noclegowe, możliwości spędzania

czasu wolnego). Na pierwszy czynnik nie mamy wpływu16, zaś drugi zależy od

aktywności gospodarczej samych mieszkańców. Zakładamy, że im większa i bardziej

zróżnicowana oferta, tym większe zainteresowanie turystów przyjazdem. Wszystkie

usługi dla turystów i mieszkańców dostarczane są przez podmioty ekonomiczne z

Sandomierza, przy czym występuje różnicowanie usług, tj. każda firma dostarcza

nieco odmienny rodzaj usługi, nawet gdy dotyczy to substytutów. Dla uproszczenia

założymy, że wielkość produkcji każdej firmy jest identyczna. Tym samym, przy

przyjętych założeniach, większa podaż S oznacza zarazem więcej podmiotów

produkujących i większe zróżnicowanie oferty produkcyjnej. Jeśli przez N oznaczymy

ilość produkujących podmiotów, to podaż usług dla turystów i mieszkańców jest

wprost proporcjonalna do ilości podmiotów aktywnych w produkcji: S(N) = BN, gdzie

stała B > 0.

Niech popyt na usługi turystyczne Sandomierza wyrażający się ilością

przybywających turystów i/lub ich wydatkami w mieście wyraża funkcja D(S) = AF(S),

gdzie A – wyraża stałą, niezmienną atrakcyjność turystyczną miejscowości (zabytki),

zaś S – zmienną podaż dostępnych usług. Parametr A mierzący atrakcyjność

Sandomierza pośrednio wyznacza gotowość turystów do odwiedzin miasta, choć ta

gotowość jest uzależniona od zamożności turystów. Przy mniejszej zamożności

obywateli tak samo atrakcyjny zabytek będzie odwiedzany mniej licznie niż przy

wyższej zamożności. Funkcję popytu turystów i mieszkańców na usługi, zależną od

ilości podmiotów, można przedstawić jako DD(N) = AF(BN) + M, gdzie M popyt

mieszkańców (M = const.). Zakładamy, że dS

dD >0 i

dN

dDD > 0, co oznacza, że popyt

na usługi wzrasta, gdy zwiększa się zróżnicowanie i wielkość oferty usługowej.

16 Ściśle biorąc, pośrednio, mamy taki wpływ dokonując renowacji i konserwacji zabytków, lokując

placówki muzealne, realizując odpowiednią politykę w zakresie planowania przestrzennego itp.

Ponieważ jednak nie jesteśmy w stanie zmienić ani historii ani krajobrazu będziemy dla uproszczenia

zakładać, że takiego wpływu nie mamy.

docsity.com

22

docsity.com

23

Rysunek 4 prezentuje wzajemne relacje popytowo-podażowe na rynku usług

turystycznych w mieście. Podaż S jest funkcją liniową, jako że podaż jest

proporcjonalna do ilości produkujących podmiotów. Natomiast kształt funkcji popytu

sygnalizuje zależność nieliniową: popyt DD początkowo rośnie wolno, po

przekroczeniu pewnej progowej wartości oferty usługowej dynamika DD przyspiesza,

by ponownie dla dużych wartości N zwolnić. Uzasadnieniem dla takiego przebiegu

zmian w popycie, zależnym od oferty podażowej, są zmiany w strukturze popytu. Dla

niskich wartości N głównymi nabywcami usług są sami mieszkańcy miasta; miasto ze

względu na małą ofertę usług - mimo posiadanych zabytków - jest zbyt mało

atrakcyjne dla turystów. Do pewnego momentu rozszerzająca się paleta nowych

usług wciąż nie jest w stanie w znaczącym stopniu przyciągnąć dodatkowych

turystów, poza wąską grupą zdeklarowanych miłośników Sandomierza.

Przekroczenie krytycznego poziomu N powoduje, że do miasta zaczynają przybywać

ci turyści, dla których same walory zabytkowe to za mało i którzy oczekują (i tym

razem te oczekiwania są spełnione) innych, uzupełniających propozycji spędzania

czasu wolnego i rozrywki. Przyspieszenie turystyczne będzie jednak przejściowe,

gdyż dalszy wzrost N działać będzie już coraz słabiej ze względu na efekt nasycenia

potrzeb, a być może także – na rosnące zatłoczenie miejscowości zniechęcające do

przyjazdów.

Z rysunku 4 widać, że rynek ma trzy stany równowagi odpowiadające równości

popytu i podaży. W otoczeniu punktów N0 i N2 równowaga rynkowa jest stabilna, co

powoduje, że niewielkie zaburzenie (wahnięcie w poziomie ilości podmiotów N)

powoduje powrót do stanu równowagi. Zakładamy, że mechanizm dostosowań na

rynku działa według reguły dt

dN =  [DD(N) – S(N)],  > 0. W przypadku, gdy popyt

jest większy od podaży, lokalni przedsiębiorcy uruchamiają nowe podmioty i nową

podaż, natomiast lokalne firmy są likwidowane, gdy podaż jest nadmierna.

Równowaga N1 jest niestabilna. Nawet minimalne zaburzenie w otoczeniu N1 powoduje, że rynek „zsuwa się” albo w kierunku stanu N0, albo N2. W praktyce mamy

zatem dwa stany stabilnej równowagi, bynajmniej nierównorzędne. Równowaga N0 jest gorsza, gdyż oznacza niższy poziom produkcji, dochodów i zatrudnienia,

mniejszą zamożność regionu i niższe podatki, małe wydatki publiczne na cele

lokalne. Jednocześnie, równowaga N0 jest poniekąd naturalna, gdyż wyznacza ją

docsity.com

24

docsity.com

25

przede wszystkim miejscowy popyt. To na te potrzeby najpierw orientują się lokalni

przedsiębiorcy decydując o uruchomieniu swych firm i to miejscowy popyt jest

najbardziej trwałym punktem odniesienia ich poczynań.

Przejście do pożądanego stanu N2 jest możliwe, ale jest uwikłane w defekt

koordynacji. Nowe firmy i nowa podaż powstanie jeśli pojawiliby się nowi turyści.

Nowi turyści natomiast nie mają interesu by odwiedzać Sandomierz z jego zbyt

ubogą ofertą usług turystycznych. Popyt zależy od wielkości zgłoszonej podaży, zaś

odpowiednio duża podaż jest niemożliwa bez odpowiednio dużego popytu. Żaden

pojedynczy lokalny przedsiębiorca nie uruchomi dodatkowej firmy ponieważ taki

niewielki przyrost oferty turystycznej z jego strony nie stworzy istotnej zachęty do

wzrostu popytu. Żywiołowe, indywidualne i izolowane działania po stronie podaży nie

są więc w tych okolicznościach realne. Sygnalizuje to granice spontanicznych

dostosowań typu rynkowego. Zwróćmy jednak uwagę, że wystarczy przekroczenie

poziomu N1 jeśli chodzi o ilość dostawców, by rynek samoczynnie przesunął się do

stanu N2. Jakiś czynnik zewnętrzny musiałby jednak przejąć rolę koordynującą. W

tych warunkach rolę tę mogłaby odegrać władza publiczna, duży podmiot

gospodarczy o znaczącym potencjale kapitałowym lub przypadkowy czynnik mody

(casus Kazimierz Dolny).

Odnotowano wyżej, że funkcja popytu jest zależna od atrakcyjności

turystycznej regionu, którą reprezentuje parametr A. Jeśli jednak parametr A ma

wyrażać popytowe skutki walorów turystycznych, to musi on także pośrednio

uwzględniać zwyczaje i obyczaje obywateli co do spędzania czasu wolnego, w tym

ich turystyczne inklinacje. Wszystkie te kwestie są ściśle związane z zamożnością

potencjalnych turystów, a rosnące dochody mieszkańców skutkują wyższymi

wartościami A. Rozpatrzmy zatem przypadek opisany graficznie na rysunku 4

zakładając jako jedyną zmianę wzrost wartości parametru A w funkcji popytu DD.

Przedstawiono to na rysunku 5. Funkcja podaży jest identyczna, zaś funkcja popytu

DD przesunięta jest wyżej w stosunku do jej przebiegu na rys. 4. Taka zmiana

przebiegu funkcji odzwierciedla wzrost popytu nabywców wskutek wzrostu ich

zamożności. Teraz jednak istnieje tylko jeden punkt równowagi: stabilny stan N2.

Rynek spontanicznie osiąga pożądany, wysoki pułap produkcji i zatrudnienia. Ten

prosty przykład pokazuje, że zamożne społeczności mogą, w pewnych sytuacjach,

uniknąć defektu koordynacji lub go zminimalizować. Gdyby tak było rzeczywiście, to

docsity.com

26

wówczas uzasadniona byłaby teza, że rynkowe mechanizmy samoregulacyjne mogą

być sprawniejsze, a zawodność rynków mniejsza w obszarze wysokorozwiniętego

centrum gospodarczego. Byłaby również prawdziwa równoległa teza: niedorozwój

zwiększa zawodność rynków.

Wnioski Korzyści skali są jednym z najistotniejszych źródeł przewag krajów

rozwiniętych nad ekonomicznymi peryferiami. Występowanie efektu skali czyni

realnym pojawienie się wielopunktowych stanów równowagi w gospodarce i groźbę

ugrzęźnięcia systemu w „gorszej” równowadze. Im niższy poziom rozwoju, tym

bardziej jest to prawdopodobne.

Na poziomie gałęzi, korzyści skali zmieniają charakter konkurencji

zapewniając przewagę temu, kto ma siłę ekonomiczną pozwalającą mu choćby

przejściowo zagarnąć większy rynek, a nie - podmiotom bardziej efektywnym

ekonomicznie. Przeświadczenie, że efektywność zapewnia sukces rynkowy -

przynajmniej w świecie korzyści skali - niekoniecznie uzyskuje potwierdzenie.

W nowoczesnych sektorach gospodarki, w których kluczowym warunkiem

sukcesu jest niezawodność i jakość i które zatem charakteryzuje wysoka

komplementarność czynników produkcji oraz rozwiązań instytucjonalnych, spełnienie

warunku jednoczesnej, wysokiej jakości wszystkich tych czynników i instytucji jest

tym mniej prawdopodobne im wyższy poziom niedorozwoju. Teoria pierścienia

uszczelniającego Kremera sygnalizuje przy tym, że stan niedorozwoju ma wszelkie

cechy stanu reprodukującego się. Uzyskanie przewagi ekonomicznej przez niektóre

kraje uruchamia bowiem mechanizmy dodatniego sprzężenia zwrotnego, które

segregują zasoby pracy w układzie międzynarodowym w sposób utrwalający lub

nawet pogłębiający tę przewagę.

Wreszcie, błędy koordynacji są zapewne częstym przypadkiem w warunkach

niedorozwoju i rzadziej pojawiają się w obszarze bogatego, technologicznego

centrum. Skłania to do przyjęcia hipotezy, że neoklasyczny opis gospodarki ma o

wiele więcej wspólnego z realiami krajów rozwiniętych niż z opisem gospodarek

ekonomicznych peryferiów.

docsity.com

27

Streszczenie

Niniejszy tekst podejmuje problem źródeł niedorozwoju gospodarczego i

przyczyn utrzymywania się przewag krajów technologicznie przodującego centrum.

Zasadniczą tezą artykułu jest wskazanie, że kluczowym czynnikiem supremacji

krajów rozwiniętych są korzyści skali. Te korzyści skali występują zarówno w

obszarze technologicznym (w sferze produkcji) jak i w obszarze instytucjonalnym.

Duże rynki pozwalają wykorzystać lepsze i bardziej konkurencyjne

technologie, a technologie dużej skali produkcji są niedostępne lub nieopłacalne dla

krajów słabiej rozwiniętych, o płytkich rynkach zbytu. W strefie korzyści skali

zawodzą tradycyjne metody konkurowania, a stereotyp, że wygrywa najlepszy nie

zawsze się sprawdza. Świat korzyści skali jest światem silnych, a niekoniecznie

efektywnych. W tej konfrontacji podmioty z krajów słabiej rozwiniętych z reguły stoją

na straconych pozycjach.

Korzyści skali ujawniają się także w obszarze infrastruktury instytucjonalnej.

Jednak proces budowy instytucji społecznych i ekonomicznych jest w znacznym

stopniu endogeniczny i pozostaje funkcją poziomu rozwoju; bogate kraje mają lepsze

instytucje. W przypadku płytkich rynków koszty ich regulacji są często prohibicyjnie

wysokie. Rynki te działają, ale z reguły w sposób ułomny lub mniej efektywny. Istnieją

więc oczywiste granice efektywnego naśladownictwa w obszarze instytucjonalnym.

Znaczenie tej kwestii jest o tyle istotne, że jak pokazano w artykule - ze

względu na komplementarność rozwiązań instytucjonalnych – nie wystarcza, że kraje

słabiej rozwinięte wdrażają i przyswajają sobie jedynie niektóre instytucje krajów

przodujących. Wdrażają bowiem te instytucje i te reguły gry, które zastosować mogą.

Ale jeżeli decydujące znaczenie ma najsłabsze ogniwo? Wykorzystując teorię

Kremera zasygnalizowano, że w nowoczesnych sektorach gospodarki, w których

kluczowym warunkiem sukcesu jest niezawodność i jakość i które zatem

charakteryzuje wysoka komplementarność czynników produkcji oraz rozwiązań

instytucjonalnych, spełnienie warunku jednoczesnej, wysokiej jakości wszystkich tych

czynników i instytucji jest tym mniej prawdopodobne im wyższy poziom

niedorozwoju. Tym samym stan niedorozwoju ma wszelkie cechy stanu

reprodukującego się. Uzyskanie przewagi ekonomicznej przez niektóre kraje

uruchamia bowiem mechanizmy dodatniego sprzężenia zwrotnego, które segregują

docsity.com

28

zasoby pracy w układzie międzynarodowym w sposób utrwalający lub nawet

pogłębiający tę przewagę.

Wysunięto wreszcie hipotezę, że w sytuacji niedorozwoju rośnie

prawdopodobieństwo pojawienia się defektów koordynacji. Defekty koordynacji są

jednym z głównych przyczyn ujawniania się wielopunktowych stanów równowagi, ale

są podstawy by sądzić, że rzadziej pojawiają się one w obszarze bogatego,

technologicznego centrum. Skłania to do przyjęcia wniosku, że neoklasyczny opis

gospodarki ma o wiele więcej wspólnego z realiami krajów rozwiniętych niż z opisem

gospodarek ekonomicznych peryferiów.

docsity.com

komentarze (0)
Brak komentarzy
Bądź autorem pierwszego komentarza!
To jest jedynie podgląd.
Zobacz i pobierz cały dokument.
Docsity is not optimized for the browser you're using. In order to have a better experience we suggest you to use Internet Explorer 9+, Chrome, Firefox or Safari! Download Google Chrome